Z Ludwikowic do Kłodzka daleko jest czy blisko? To zależy pewnie od tego z kim, albo jeszcze lepiej, na czym się, hi, hi, jedzie… W książeczce z lat pięćdziesiątych pt. „Historia pewnego domu”, opowiadającej o działalności Powiatowego Domu Kultury, późniejszego Kłodzkiego Ośrodka Kultury, odnaleźć można interesującą, i wzruszającą zarazem, informację o tym, że szesnastoletni skrzypek Michał Dietrich z Ludwikowic rowerem dojeżdża na próby kłodzkiej orkiestry w Powiatowym Domu Kultury. Muszę przyznać, że imponujący heroizm wykazał ów młodzieniec, późniejszy zresztą skrzypek Filharmonii Wiedeńskiej i ceniony dyrygent. I gdzie te czasy, gdy grała w Kłodzku orkiestra smyczkowa?! Zdaje się, że ostatnie akordy muzycy wykonali kilkadziesiąt lat temu pod Stefanem Strahlem, który jednak opuścił Kłodzko, by w przyjaznej Jeleniej Górze założyć prawdziwą Filharmonię. Ale nie o tym miało być, a o braterskiej bliskości twórców nowopowstałego „festiwalu ścinania głów”, i o ich naśladowcach w coraz to dalszym terenie. Póki co gilotyna w stolicy powiatu jakby lekko się zacięła, (albo może smarowana jest czymś nowym?, a to, wicie, rozumicie, wymaga przecież czasu, no i nowej, być może, strategii). Za to na wsi kłodzkiej rewolucyjny duch likwidacji kultury rozwija skrzydła i pręży muskuły. Niedawno rozeszła się wiadomość o odwołaniu Iwony Mokrzanowskiej z funkcji dyrektora Centrum Kultury Gminy Nowa Ruda w Ludwikowicach Kłodzkich. A dlaczego miłościwie panująca władza gminna dyrektorkę odwołała? Bo, jak tłumaczy wójt, nie organizowano tam żadnych imprez masowych. I jeszcze za nieróbstwo. Ooo! To jest smakowite. Bo Mokrzanowską wyrzucono z Centrum Kultury dokładnie w momencie, gdy pozyskała grant wartości prawie 20 tys. euro z Funduszu Mikroprojektów - na stworzony przez siebie projekt współpracy kulturalnej, sportowej i promującej regiony pt. "Góry nas łączą - kultura nas dzieli”. A może odwołano ją za to, że jako pierwsza w regionie zaczęła pozyskiwać środki na projekty miękkie z fundacji i programów adresowanych do środowisk wiejskich? A może za to, że przez lata zajmowała się problematyką ludwikowickiej filii obozu KL Gross-Rosen dla polskich Żydów, pozyskując, na liczne programy edukacyjne, środki finansowe z Fundacji Wspomagania Wsi, Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce czy Fundacji Batorego? Brawo, brawo, bravissimo władza! Wybory idą - festyny i masówkę robić! Panimajesz, tawariść?! Daleko jest więc z Kłodzka do Ludwikowic, czy całkiem, hm, blisko?....
Witold Kozakowski, Gazeta Kłodzka, nr 21 19.02.2010 r., s. 10







Redakcja wortalu www.nowaruda.info oświadcza, że nie odpowiada za treść komentarzy do zamieszczanych artykułów. Za owe treści odpowiadają ich autorzy. Zabrania się umieszczania treści nawołujących do przemocy, nienawiści, nietolerancji, jak i treści obraźliwych wobec Użytkowników wortalu lub innych osób.
Komentarze uznane za obraźliwe lub przekraczające granice tolerancji będą usunięte bez poinformowania o tym autorów !!!









