Zygmunt Krukowski
WIERSZE
FATALNE PRAWO GRAWITACJI
1
W cieniu domu chłopcy odbijają piłkę
żywymi palcami...
Piłka ni razu nie dosięga ziemi.
Słońce w tym czasie suszy prześcieradła
i zlizuje cienie.
Gdy spali im oczy,
piłka spadnie na ziemię.
2
Rzeczywistość nie lubi rzeczy snu:
lubi krzesło i stół - coś konkretnego,
nie-lotne trapezy...
Spadającym z nich chłopcom
przetrąci kręgosłupy.
SPACER NIEDZIELNY
Gołębie w locie ku wieży
Nad naszym niedzielnym spacerem
wiele łagodności
Powietrze i światło
Drzewo
Jego cień
podważony niebacznie
ujawnia piekło robactwa
Pod wiaduktem echo naszych kroków
POPOŁUDNIE PEWNEJ NIEDZIELI
Czyste orgie dusz
Nie zapamiętam tej muzyki
Słońce skapuje z nieba i spala mi mózg
Jestem chory
O jedyna radości w dreszczach pogardy
Powietrze zaczepiało o smutne drzewa
Dalekie światło śmierci
Widziałem ulicę chorą na żółtaczkę
Ulicę pełną żalu późnym popołudniem
Przez otwarte okno
Jawnego snu
MIASTO POD INNYM NIEBEM
Zdzislawie Zalewskiej
Kula ciemności toczy się z trzaskiem
po asfalcie nieba
Staje w zenicie nad kamiennym miastem ‘
w którym umierają echa
Na wzgórzu mury organy i wieża
na rzece popiół
W ulicy zmarłe drzewo
kiosk i liszaj śniegu
Na ścianie chore światło
fasady w zaciekach po niedawnym deszczu
Jest to pierwsza niedziela po środzie popielcowej
i pierwsza radość po minionym smutku
ZUCHWALSTWO GOŃCA
W dół ulicy szedł pogrzeb
Na boisku toczył się mecz
Wzdłuż zbocza góry sunął pociąg
Po mieście jeździły auta
Przechodzili ludzie
Na budowie warczała betoniarka
Dzieci krzyczały pobite szklanki
Gołębie okrążały wieżę
Zagarniając powoli ogrody
Ze wzgórza schodził cień
To było wszystko
Obsypany popiołem
goniec z białą kopertą
opieczętowaną
zdmuchującym się słońcem
uciekał z czasu
NOC CHCIWYCH LUDZI
Dentysta nie śpi, liczy zęby
mieszkańców miasta
i okolicy.
Grabarz osłabia filar mostu,
na który za minutę
wjedzie pociąg.
Aptekarz łapie myszy
i otula watą,
by sprzedać na bezsenność.
Jeśli nie zawisnę
na sprężynie pomylenia,
to będę prosperował.
Nie umrę póki
nie zużyję świata.
NA BIAŁYM TLE WYJAZD Z MIASTA PAMIĘCI
Nowej Rudzie
Kiedy umarł Monsieur Piszko,
rozpoczął się jego wieczny taniec
udeptywacza kapusty, w gaciach,
z nogami wyparzonymi do białości.
Gryzowsky był kapitanem
na morskim statku...
Es ist vorbei.
Teraz nie żyje:
stoi na balkonie,
pyka fajkę.
Modest Dobrodin z jasną kozą
wchodził na wzgórze, znikł w zieleni:
wyszedł spod góry, stanął w słońcu.
Żydzi w tym czasie wyjeżdżali
do Izraela, zostawiając
w podwórzach kanapy
wypchane włosami swych bród.
I wielu, którzy przyszli
do mojej pamięci
i nie chcą jej opuścić...
Co sobie myślą, opuściwszy miasto,
zabawkę Czasu i Przestrzeni?
Co sobie myślą? Koniec złudzeń...
Ja nic nie mogę: głuche dudnienie jabłek
o suchą ziemię... A po jesieni
tylko zima.
wiersze z tomiku “Kosztowna esencja”
© Zygmunt Krukowski
© www.nowaruda.info




Redakcja wortalu www.nowaruda.info oświadcza, że nie odpowiada za treść komentarzy do zamieszczanych artykułów. Za owe treści odpowiadają ich autorzy. Zabrania się umieszczania treści nawołujących do przemocy, nienawiści, nietolerancji, jak i treści obraźliwych wobec Użytkowników wortalu lub innych osób.
Komentarze uznane za obraźliwe lub przekraczające granice tolerancji będą usunięte bez poinformowania o tym autorów !!!






